Rozdział 1- Kim ty jesteś? cz.1

   Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, kim tak naprawdę jesteście? Czy myślicie o tym, co czują inni udzie, czy bezpośrednio działacie, nie patrząc na konsekwencje swoich czynów? To prawda, że Każdy z nas jest inny, ale większość postępuje tak samo, egoistycznie i bezkarnie. Patrząc tyko na czubek własnego nosa, bezczelnie nękając innych.        
      Zobaczyłam, że w oddali pływają dwa łabędzie, udałam się ku nim, aby zaobserwować je z bliska. Czułam wewnętrzny niepokój i coś mówiło mi, żebym tam nie szła jednak ciekawość wygrała. Zrobiłam kilka kroków ku nim, powoli i ostrożnie aby nie wypłoszyć ptaków. Wewnętrzny głos znów się odezwał. Miałam zamiar się wycofać ale przypomniałam sobie historie kiedy to zrezygnowałam zbyt wcześnie i żałuje tego to teraz. Wtedy powiedziałam sobie, że nie zrezygnuje już z niczego i chciałam udowodnić to sobie nie słuchając się podświadomości. Lekko się zawiesiłam, wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w kierunku łabędzi. Byłam coraz bliżej, a cholerna niepewność i głosy w głowie mówiące „NIE” za każdym razem kiedy robiłam krok do przodu nie dawały mi spokoju. Wmawiałam sobie, że nic nie ma prawa mi się stać, to zwykłe ptaki, zwyczajne takie które widywałam na co dzień na pobliskim stawie tyko, że na tamte nawet nie popatrzyłam, a te ciągnęły mnie do siebie jak magnez. Myślę, że to było powodem strachu który we mnie narastał. Nie wiedziałam dlaczego tak bardzo chce podejść do tych łabędzi. Kolejne kroki za mną. Byłam coraz bliżej a jeden z ptaków wyczuł moją obecność, spojrzał na mnie. Miałam zamiar się wycofać ale nie mogłam zrobić kompletnie nic. Stałam jak zahipnotyzowana, nie mogłam oderwać oczu od niego. podświadomość dalej próbowała mnie ostrzec. Ale było to pewne, że popadłam w to i nic nie powstrzyma mnie abym teraz zrezygnowała. Zrobiłam kolejny krok. Drugi ptak popatrzył na mnie bardziej z irytacją i odleciał. Ja z niepokojem spoglądałam na oddalającego się łabędzia, ale mój wzrok szybko powrócił do tego który został. Już nic nie powstrzymywało  mnie abym zbliżyła się do tego czego pragnęłam tak bardzo, najwidoczniej tamten osobnik był powodem mojego zawahania i to przez niego nie chciałam dalej iść. Wtedy nie myślałam o tym, liczyłam się tylko ja i on. W końcu  mogłam bez zahamowań zbliżyć się do niego. Tak też zrobiłam. Kiedy tylko oprzytomniałam rzuciłam się w stronę łabędzia. Nie bałam się, że go wypłosze, byłam pewna, że mi ufa i pragnie abym się zbliżyła. Podbiegłam do niego a ten wyszedł mi na drogę. Ukucnęłam i go dotknęłam. Poczułam coś czego nie da się opisać. Taką bezpieczność i wygodę. Czułam, że się przywiązałam do niego. Nie chciałam już nigdy odejść. Pragnęłam już na zawsze być z nim i tuląc się słuchać małe bijące serduszko. Mijały dni i noce, tygodnie i miesiące a ja codziennie przychodziłam do niego. Karmiłam go i troszczyłam się. W zamian dostawałam o wiele więcej. Opiekę i uczucie, że jestem dla kogoś ważna. Stało się tak, że nie wyobrażałam sobie już życia bez tego łabędzia. Kiedy przyszłam do niego pewnego mroźnego zimowego dnia. Chciałam znowu móc poczuć się szczęśliwa i wtulić się w niego. Jednak on mnie odtrącił, zmienił się w potwora. wstał i uniósł skrzydła na wysokość powyżej dwóch metrów. Wystraszyłam się i nie wiedziałam jak się zachować, dlaczego on tak reaguje? Co zrobiłam nie tak?. Patrzył na mnie ognistymi oczami i krzyczał. W moim sercu coś pękło, zaczęłam płakać a on był nieugięty. Zaatakował mnie.Metaforycznie wyrwał mi serce. Płakałam, czułam nieustanną pustkę i ból. On odleciał w stronę dawno odeszłej samicy. Zostawił mnie. Przychodziłam w miejsce naszego spotkania codziennie i płakałam, spędzałam tam całe dnie, aż w końcu zastałam go tam ale martwego, a z oddali słyszałam tylko przeraźliwy i zwycięski okrzyk samicy. Nie wiedziałam co mam robić, przestałam płakać. Poczułam ulgę, jakąś niewyjaśnioną radochę, może potrzebowałam zemsty? Zostawiłam go tam i odeszłam. Już spokojnie, nie uroniłam ani jednej łzy.
     -DIANA! usłyszałam jakiś głos ale zignorowałam go i szłam dalej
     -DIANA! -  tym razem zareagowałam, odwróciłam się i zobaczyłam mojego ojca. Stał nade mną lekko poddenerwowany.
      – Chcesz się spóźnić ? – zapytał rozczarowany
      -Już wstaje, już…. otarłam oczy. Były załzawione. Wtedy zdałam sobie, że to był sen.Bardzo realistyczny. Serce biło mi bardzo szybko i ciągle chciało mi się płakać.

Ciąg dalszy niebawem :D

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.